JAK WYJŚĆ Z DDA?

DROGI WYJŚCIA

Himalaje Indyjskie. Drogi w Himalajach

Jak powszechnie wiadomo choroba alkoholowa dotyka całą rodzinę, dlatego nowoczesne formy pomocy są kompleksowe i skierowane nie tylko do alkoholików, ale również do ich najbliższych. Alkoholików leczy się z uzależnienia, natomiast rodziny z tzw. współuzależnienia. W Polsce pomoc dla rodzin alkoholowych jest bardzo rozbudowana, realnie dostępna i w przeważającej części bezpłatna.

Ponieważ problem alkoholowy nie jest tylko odizolowanym problemem alkoholika ale w swój krąg destrukcji wciąga osoby z najbliższego otoczenia; ponieważ oprócz cierpienia emocjonalnego nierzadko towarzyszy temu przemoc, ubóstwo czy popadanie w konflikt z prawem - w Polsce alkoholizm traktuje się jako poważny problem społeczny. W celu przeciwdziałania i minimalizowania negatywnym skutków alkoholizmu, została powołana Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA), która koordynuje pomoc osobom potrzebującym, oferuje szkolenia, publikuje literaturę i wyznacza naprawdę wysokie standardy pomocy rodzinom alkoholików.

Dzięki temu, jeżeli zechcesz skorzystać z takiej pomocy, możesz być pewien że jest ona nie tylko w zasięgu ręki, ale że korzysta z najlepszych wypracowanych na świecie rozwiązań w tym zakresie . I tak Dorosłym Dzieciom Alkoholików proponuje się proces zdrowienia, który obejmuje

- terapię grupową (pomoc psychologiczna)
– terapię indywidualną (pomoc psychologiczna)
– uczestnictwo w mitingach DDA (samopomocowe grupy wsparcia)

Terapia grupowa tzw. przeżyciowa pozwala rozliczyć się z traumatycznym dzieciństwem tak aby przeszłość nie rzutowała negatywnie na obecne życie.

Terapia indywidualna daje możliwość skupienia się na tym co teraz konkretnie boli lub przeszkadza w życiu, tak aby dokonywać konstruktywnym zmian w sobie i w swoim zachowaniu.

Mitingi DDA to spotkania grup wsparcia dla osób z tym samym problemem pochodzenia z rodziny alkoholowej. Grupy te wzorowane są na Programie 12 kroków zaczerpniętych z AA i jet to program oparty na duchowym rozwoju jednostki.

Każda z tych form pomocy zapewnia zrozumienie dla tego co przeżywałeś, co czujesz i jak układa Ci się życie, ale oprócz autentycznego zrozumienia możesz liczyć na konkretne drogi wyjścia w przezwyciężaniu trudności z jakimi przyszło Ci się zmierzyć.

Wskazówki:
– Wyczerpujące informacje na temat przebiegu terapii grupowej DDA można znaleźć w książce (wydanej przez PARPA) : T. L. Cermak, J. Rutzky ‚Czas uzdrowić swoje życie’.


– Natomiast pełne informacje dotyczące mitingów i Programu w oparciu którego działają, znajdują się na www.dda.pl.


– Grupy DDA, zarówno te terapeutyczne jak i te mitingowe, dla wielu są najlepszym i najbezpieczniejszym miejscem do poruszenia tematów jakie niesie alkoholizm rodziny. Nie ma tam bowiem historii zbyt strasznych lub zbyt wstydliwych. Wiele osób stwierdza, że nigdy wcześniej w tym konkretnym aspekcie swojego życia nie czuło takiego zrozumienia jak na grupach DDA i że wreszcie mają poczucie, iż właściwe informacje kierują do właściwych osób.

COPYRIGHT (C) Joanna Dudniczenko
Kopiowanie tekstów wymaga  zamieszczenia odsyłacza do strony internetowej http://ddablog.wordpress.com


About these ads

27 komentarzy

Filed under artykuły, Identyfikacja z DDA, książki dla DDA

27 responses to “JAK WYJŚĆ Z DDA?

  1. ladynemeyeth

    I z takiej pomocy należy koniecznie skorzystać! Decyzja o podjęciu terapii do najłatwiejszych nie należy, ale jak to powiedział niegdyś mój znajomy DDA – „jak boli mnie ząb, to idę do dentysty; a jak dopada mnie ból z przeszłości – to terapia grupowa dla DDA”. Jeszcze dwa miesiące temu nie chciałam słyszeć o grupie – teraz jestem bardzo zdeterminowana, żeby to wszystko jeszcze raz przeżyć i nie w samotności, ale wśród ludzi, którzy mnie zrozumieją i nie będę się im musiała tłumaczyć z moich uczuć albo się tych uczuć wstydzić i je ukrywać, jak to robiłam swojego czasu.
    Indywidualna terapia bardzo mi pomogła, ponieważ pozwoliła mi zlokalizować ogniska bólu emocjonalnego i je rozładować. Terapia grupowa pozwoli mi na poczucie się u siebie, wśród swoich; pozwoli mi na przezwyciężenie poczucia izolacji. Przynajmniej takie mam oczekiwania – czas pokaże, jak to będzie.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę owocnej pracy nad sobą!

  2. J...

    Jestem w trakcie terapii DDA.Łatwo nie jest,ale to jedyna,na serio jedyna droga do zdrowienia!
    Polecam gorąco.
    P.S
    Ja korzystam także ze wsparcia grupy rodzinnej Al-anon,zachęcam serdecznie do udzielenia pomocy przede wszystkim sobie!!!
    http://www.al-anon.org.pl

  3. aczenko

    rozmawiałam z wielu DDA, którzy bardzo sobie cenią możliwość korzystania zarówno z grup wsparcia jak i grup rodzinnych Al-Anon. Na DDA bardziej zajmują się jak wyjść ze zranień dziecka, jak uzupełnić deficyty rozwojowe dziecka a na grupach Al-Anon mocniej wzmacniją swoją odpowiedzialność za swoje dorosłe życie, żeby nie być osobą współuzależnioną. Dziękuję za zamieszczenie pomocnego linka.

  4. adamo_08

    A co z osobami, które nie wiedzą, że są DDA, które nie widzą u siebie żadnych problemów uważając, że to inni powinni się leczyć, które już każdą próbę rozmowy traktują jako chęć zniszczenia, zdołowania, wykończenia????

    • aczenko

      no cóż podobnie jak z innymi ludźmi, którzy nie wiedzą, że może coś im dolegać

      Po pierwsze:
      Jakby na to nie patrzeć leczenie nie jest obowiązkowe, i jest całkiem sporo ludzi, którzy zaprzeczają powadze swoich chorób albo je bagatelizują pomimo szkód jakie niosą i dla innych są widoczne.
      Leczenie jest dla tych co chcą – trudno kogoś leczyć na siłę. Jedni bagatelizują pierwsze objawy raka inni od razu zaczynają działać, jedni bagatelizują cukrzycę, inni stosują pewien reżim i badają poziom cukru kilka razy dziennie.

      Po drugie:
      A w przypadku DDA warto pamiętać, że choroba alkoholowa ich rodzica oparta jest na systemie iluzji i zaprzeczeń. Gdy DDA wychowuje się w takim tłumaczeniu iluzji i zaprzeczeń problemu alkoholowego w domu – to często sporo z takiego tłumaczenia DDA przejmuje na swój użytek. I wtedy może reagować niechęcią i złością na próby rozmowy – podobnie jak alkoholik, któremu mówi się że ma problem – najczęściej zaprzeczy i uzna że się czepiasz.

      Po trzecie:
      nie każde dorosłe dziecko alkoholika wymaga terapii. To zależy od tego czy syndrom DDA się w nim wykształcił , czy nie.
      Nie można generalizować.

      • ja^wa

        Witam . Jestem DDA prosze powiedz mi jak można rozpoznac syndrom DDA

      • Joanna

        O syndromie DDA ( czyli typowe cechy DDA) można przeczytać u Woitz Dorosłe Dzieci Alkoholików. Natomiast bardziej istotne jest to czy osoba oprócz typowego syndromu DDA nie ma głębszych problemów psychicznych. Ale na to trzeba szukać odpowiedzi u specjalisty – tu nie ma miejsca na autodiagnozę. Warto pamiętać że w placówkach odwykowych nie każdy terapeuta ma kwalifikacje do pracy przy głębszych zaburzeniach. Jeżeli placówka jest np mała i żaden z terapeutów uzależnień nie jest równolegle szkolony w psychoterapii, to wówczas właściwe jest przekierowanie takiego pacjenta np do PZP lub Poradni leczenia nerwic, depresji . W większych placówkach zazwyczaj kilku terapeutów ma kwalifikacje do prowadzenia również takiej terapii.

  5. U.

    czy można byc dda nawet jeśli przez prawie całe dzieciństwo nie miało się kontaktu z pijącym rodzicem? Drugi zreszta był niemal nieobecny w życiu..

  6. pszyklejony

    „nie każde dorosłe dziecko alkoholika wymaga terapii. To zależy od tego czy syndrom DDA się w nim wykształcił , czy nie.”
    Oj, Pani magister :). Rodzice przekazują dziecku nieprawidłowe wzory w postaci zachowań, wobec siebie i jego samego. Przez ten filtr ono patrzy na siebie i świat. Nie ma takiej możliwości, żeby samo z siebie wygenerowało prawidłowy obraz. Kwestia tylko jak i w czym to się objawi.

    • aczenko

      Wielu ludziom przydałaby się terapia, co nie znaczy że jest konieczna. To zależy od wielu czynników, między innymi od tego czy w okresie dzieciństwa miały w swoim otoczeniu osoby znaczące, które udzielały im wystarczającego wsparcia. To nawet mógł być wychowawca, trener sportowy itp. Historie DDA nie są czarno-białe.

      „Rodzice przekazują dziecku nieprawidłowe wzory w postaci zachowań, wobec siebie i jego samego” – ale to dotyczy nie tylko DDA ;) – pozdrawiam

  7. lisa

    Znam osobę, która miała ojca alkoholika przez 20-parę lat i nie ma żadnego z symptomów dda. Wydaje mi się, że to dzięki zachowaniu matki, która nie ma skłonności do awantur.

  8. anonim_2

    ja tez uważałam, że problem mnie nie dotyczy, ze to, co działo się w mojej rodzinie w najmniejszym procencie nie utożsamia mnie z DDA, myliłam się.
    obecna sytuacja życiowa- moje zachowanie w stosunku do najbliższej mi osoby pokazuje cały szereg typowych cech.
    mam nadzieję, że w odpowiednim momencie zrozumiałam genezę swojego problemu

  9. Rani

    A czy można z tego wyjść samemu?
    Byłam przez rok na indywidualnej i grupowej terapii, która mi niewiele pomogła. Nie mam ochoty na kolejną grupę, zraziłam się bardzo do jej uczestników i zastanawiam się teraz co można samemu zrobić i czy to działa?
    W ogóle mam mieszane uczucia, bo czasami wydaje mi się że jestem DDA, czasami że nie. I generalnie jest ok, ale chyba można by funkcjonować jeszcze lepiej. Sama już nie wiem.

    • Aania

      Hmm… Mieszane uczucia i brak zdecydowania też towarzyszy syndromowi DDA. Ja się ciągle łapię na tym, że powraca mi sposób myślenia mojej matki, że nasza rodzina była taka normalna… taka zdrowa… że nie ma żadnego problemu, tylko ja go sobie wymyślam… chociaż przecież dobrze wiem, że fakty temu przeczą. Mój ojciec jest alkoholikiem, a brat narkomanem. Ale rodzice i rodzeństwo uważają, że to ja mam problem… a oni żadnego! A ja w gorszych momentach przejmuję ten sposób myślenia…

    • HONORKA

      Witaj :)
      myślę, że jest rzeczą nie możliwą samemu wyjść z tego. Ponieważ Dobry psychoterapeuta czy psycholog potrafi wnikliwiej dotrzeć do naszego wnętrza.
      Sama, kiedyś byłam zdania iż inni potrzebują takiej terapii, ale nie ja sama. Najtrudniej było mi stwierdzić, że ja sama potrzebuję takiej pomocy. W moim przypadku zaczęło się od tego iż w mojej grupie szkolnej – bo postanowiłam się dokształcić zawodowo- jeden z kolegów popełnił samobójstwo, potem na przełomie miesiąca zmarł mój wójek- na którego podświadomie przeniosłam uczucia, które w normalnych sytuacjach są dla ojca. A zarazem przez całę moje życie tą część życia w której były zdażenia, które mnie bolały miałam gdzie tam głęboko zablokowane. Wszystko, co bolało zaczeło wracać a ja nie potrafiłam zaakceptować pewnych wydażeń. Pomimo, że przyjaciółka mówiła że powinnam iść na terapię to kazałam jej samej na nią iść. Bo w tamtym czasie uważałam, że nie potrzebuje terapii. Przez okres 1 roku trwały chuśtawki nastrojów i pomimo częstych kontaktów z jednym wykładowcą – który również jest zawodowo czynnym psychologiem -. Myślałam, że wszystko mam już za sobą, ale w pewnym momencie powróciły wspomnienia z dnia pogrzebu mojego wujka. Wspomnienia te zaczęły boleć tak bardzo, że nie wiedziałam co się dzieje i wtedy pisząc do wykładowcy uzyskałam we wiadomości zwrotnej – tak jak na samym początku – że są sprawy wymagające odpowiedniej terapii. Niestety nadal nie rozumiałam dlaczego moje wspomnienia aż tak bolą, przecież nie był moim ojcem. Po dwuch dniach intuicyjnie napisałam meila do Centrum Interwencji Kryzysowej i tak się zaczęla moja kuracja. Na początku przez połowę każdorazowej wizyty, za pomocą ruchów głowy odpowiadałam a zwłaszcza kiedy usłyszałam pytania zwiąane z przeszłością i tym co czuję. Przy tym myśli moje były takie iż on jest głupi, co może wiedzieć .
      Niby długo nie uczęszczałąm na nią, ale właśnie przy pomocy tego psychologa i pewnej książki zrozumiałam , że rozwiązując problemy ze swojej przeszłości rozwiąże problemy obecne. Niestety wszystko było razem połączone i innego wyjścia nie było. Nie mówię , że nie bolało bo bardzo bolało i nawet nie przypuszczałam że aż tak bardzo wspomnienia mogą boleć. Jakby nie było dzięki jego podejściu do mnie zrozumiałam, że wpierwszej kolejności muszę zrozumieć to co działo się w mojej przeszłości.
      Tak, dopiero pod koniec terapii zrozumiałam iż już dawno powinnam była zdecydować się na to aby pujść do psychologa i próbować pozbyć się demonów przeszłości.
      Obecnie nie muszę już chodzić na terapię, bo jakoś sobie radzę. Tak , jak narazie jestem na etapie uczenia się jak normalnie żyć. Oczywiście nie zawsze jest idealnie, bo nie kiedy zdażają się sytuacje z którymi mam małe problemy i w penych momentach nachodzą nie wątpliwości. Ale i tak jestem zdania , że dobrze zrobiłam decydując się na rozmowę z psychologiem, bo przy jego pomocy zrozumiałam bardzo dużo i nauczyłam się , że nie kiedy lepiej jest szukać pomocy u specjalisty. Poprostu nie zawsze jest dobrym wyjściem bycie jak tzw. ZOCHA SAMOCHA.
      Jedno Wam wszystkim, co czytają to, powiem NASZA PRZESZŁOŚĆ NIGDY NIE ZGINIE , ALE PRZY POMOCY DOBREGO PSYCHOLOGA UCZYMY SIĘ ,RADZIĆ Z NASZYMI PROBLEMAMI I NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ.
      Ważne jest to aby chcieć samemu iść porozmawiać z psychologiem i mieć zaufanie do niego ( lub psychoterapeutą ). Bo inaczej to nie ma sensu.

  10. Krystian

    Mam 19 lat. Byłem już wysyłany na indywidualne terapie DDA dwa razy z powodów interwencji policji, dlatego że ojciec często używał przemocy fizycznej jak i psychicznej – nie dawał spać w nocy i budził specjalnie, a ja sam ostatnimi czasy kilka razy myślałem, że go zabiję, gdy sprowadzałem go do parteru, na szczęście się opanowywałem, żeby go nie pier… w ryj z wielkim wysiłkiem. Za pierwszym razem poszedłem na 3 spotkania, za drugim już tylko na jedno, bo wiedziałem co mnie czeka. A czekało mnie to, że bardzo stresowały mnie te rozmowy, uciążliwe spojrzenie psychoterapeuty, a gdy zaczynałem opowiadać o sobie, to niemalże płakałem, gdybym tylko się nie powstrzymywał. Poza tym moje ego zawsze mi mówiło: ,,to mi nie pomoże, sam sobie pomogę”. Bo jakby nie było, nie uważam, żeby społecznie tak było ze mną źle, jedynie nie umiem utrzymać dłuższych kontaktów z ludźmi, tylko tyle, że mam od 12 lat stałego przyjaciela, który mnie nie zostawił, jak wielu innych, którzy byli i zniknęli, a kontakt się urwał. Kiedyś w podstawówce byłem bardzo lubianym w klasie chłopakiem, byłem niejako liderem, który ciągnął wszędzie za sobą ludzi, a oni sami podążali za mną, potem nagle bum, wszystko zaczęło się walić na łeb na szyję, w gimnazjum się zaczęto ze mnie leciutko wyśmiewać, bo zachowywałem się jak typowy laps, swoją mową ciała i zachowaniem, wgl niedowartościowany i niepewny siebie, nie gadałem z ludźmi, zacząłem coraz częściej przesiadywać w domu przy komputerze. Tyle dobrego, że jeszcze miałem starych znajomych z podst, którzy mnie wyciągali z domu, również na imprezy.

    Po gimnazjum wziąłem się za siebie, w internecie znalazłem masę materiałów na temat rozwoju osobistego. Dużo mi to pomogło w poprawie siebie, zachowania, mowy ciała. Nabrałem pewności siebie, poprawiłem samoocenę, że aż w pewnym momencie była zbyt duża, być może to halucynacja była. Zacząłem chodzić na dyskoteki, rozmawiać z ludźmi w każdym miejscu, na przystanku nawet z dziadkami, w sklepie z kasjerkami itd. Znalazłem swoje pasje, hobby. Powróciłem do tańca, ćwiczę sztuki walki i jeszcze jedno hobby wyczynowe.
    Zacząłem się dobrze ubierać, poprawiłem swoje kontakty z kobietami i z ludźmi. Uśmiecham się dużo więcej, a wręcz się nie smucę (w gimnazjum to chodziłem cały czas z ponurą miną i codziennie słyszałem ,,Czemu się smucisz?” ,,Co się stało?”, ,,Uśmiechnij się” – a ja odpowiadałem ,,Nic się nie stało” bo nic się nie działo złego, taki miałem okres załamki, depresji, nawet myślałem się powiesić na wielkim krzyżu w mieście.
    Teraz spotykam się z wieloma różnymi ludźmi, spotykam się z dziewczynami i dopóki nie spotkałem tej strony, to myślałem, że wszystko wróciło na swoje miejsce, a nawet jestem ‚ponad innymi i mam od nich lepsze życie’. Dopiero zobaczyłem, że jednak troszkę pracy jest przede mną, że wewnętrznie jest lekko źle, a ja tego nie widzę.

    Przede wszystkim nie wiem czy jest większy sens terapii, matka nie może się pozbyć ojca z domu, ja się uczę, nie zarabiam, więc się nie wyprowadzę. I co będę chodził na terapię, a ojciec będzie dalej mnie maltretował psychicznie i fizycznie być może i ja się będę leczył, on mnie będzie truł od nowa. Sama matka jest wkurzającą osobą, i chociaż nie pije alkoholu i stara się jak może, aby nas wychować, to czasem się zastanawiam, czy to jej bardziej nienawidzę od ojca. Wgl. z matką nawet już nie rozmawiam prawie, chyba że o szkole, to jej w sumie jedyny temat, na jaki ‚lubi’ ze mną rozmawiać i się o niego awanturować. Dać jej powód do awantury, a przez 3h nie zamknie jej się japa i będzie się wydzierać na cały blok – nienawidzę tego, nieraz myślałem porzucić szkołę, uciec z domu i wyjechać do innego miasta, gdzie nie wiem jak i z czego bym żył, ale miałbym spokój…

  11. Kasia

    Krystian, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak dobrze Cię rozumiem. Czytam to, co napisałeś i właściwie mogłabym przekopiować to i podpisać się pod tym. Jedyną różnicą jest to, że u mnie nie było maltretowania fizycznego (to musi być niewyobrażalne), ale stan regularnego napięcia psychicznego jest też nie do zniesienia.
    A wydawało mi się, że wyszłam z tego, że przecież jest świetnie – studiuję, zadbałam o swój wizerunek i generalnie sprawiam wrażenie osoby bardzo poukładanej. Natomiast, przy tym całym szczęściu, które mam i na które sobie zapracowałam, nie umiem się uwolnić od regularnych załamań nerwowych. Bo to na pewno nie jest normalne, że średnio raz na dzień zdarza mi się myśleć o tym, że to nie ma sensu, to wszystko, co robię. Po prostu na te pare chwil w ciągu dnia to traci sens i mam takie poczucie bezsensowności tego wszystkiego.
    Najgorsze w tym jest to, że to cholerne, obrzydliwe pijaństwo mojego ojca odbija się na moich związkach z mężczyznami – uzależniłam się od pospolitego chama, który doprowadził mnie na skraj załamania. Wyrwałam się z tego dumnie ponad rok temu, ale chyba tylko formalnie.
    Za każdym razem, kiedy się z kimś umawiam, to zaraz mi coś nie pasuje i mam ochotę dzwonić, biec, uciekać do niego, jakby mi to miało w czymś pomóc. Nawet teraz, kiedy jestem w tzw. ‚związku’, który już trwa dobre kilka miesięcy kompletnie straciłam zapał i chęć i zaczynam nienawidzieć siebie za to, że ciągnę coś takiego. Wszystko co robi mój aktualny chłopak wydaje mi się głupie, tandetne, przeciętne, nie wspominając już o jakichś czułościach, na które kompletnie nie mam ochoty.
    Naprawdę mam dość samej siebie i tego, że tylko udaję przed sobą, że potrafię żyć w normalnym związku. Najwyraźniej nie potrafię i czasem myślę, że takie osoby jak ja to w ogóle powinny sobie darować jakieś próby w tym temacie i żyć samemu – bo przecież mam pasję, zainteresowania, hobby, przyjaciół – to całe moje życie, które muszę sobie psuć albo jakimiś udawanymi uczuciami albo chorą zależnością od kogoś, kto nie jest tego absolutnie wart.
    Nie mam też jak dojść do ładu, bo również mieszkam z rodzicami i jestem na taki stan rzeczy skazana, jeśli chcę skończyć studia…
    Chciałabym wierzyć, że ktoś ma podobne problemy i zdołał wyeliminować efekty tych doświadczeń w swoim życiu. Bo póki co, szczerze wątpię, że ‚organizacja państwa’ znalazła antidotum lub chociaż bierze w jakimś stopniu odpowiedzialność za tych rodziców, którzy jej się nie podjęli.
    Nie wiem czy to nawet w porządku tak nie cierpieć własnych rodziców, ale z mojej perspektywy jest niezrozumiałym, że dorośli ludzie podejmują się posiadania dzieci mając takie problemy, jak ten z alkoholem. Wydaje się im, że to przecież dzieci nie dotyczy, no bo co tam, że rodzic pijany (przecież dziecka nikt alkoholem nie faszeruje). Nie mam zamiaru traktować poważnie takich ludzi, więc to automatycznie dyskwalifikuje i moich rodziców.
    No ale co teraz, co zrobić, od czego zacząć?

  12. Kefalia

    Kasiu, doskonale Cię rozumiem. I tym razem to ja mogłabym się podpisać pod tym, co napisałaś, tak samo jak Ty pod tym co napisał Krystian. „No ale co teraz, co zrobić, od czego zacząć?”- mogę Ci tylko napisać to, co ja zrobiłam i robię nadal, co czasami mnie frustruje, ale zarazem daje mi siłę i czasami radość, taką prawdziwą, autentyczną radość, niewymuszoną i nieudawaną.
    W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie dość, że nie wytrzymuję ze swoim rodzinnym otoczeniem to przede wszystkim nie wytrzymuję już ze sobą. Czasami tak bardzo siebie nienawidzę, że chciałabym się siebie pozbyć, uciec od siebie, a z drugiej strony wiem, że nie mogę tego zrobić i co najważniejsze wcale nie chcę. Więc przyznałam się przed sobą któregoś dnia: „Nie daję sobie rady sama” (pomimo, że mam przyjaciół, znajomych, osoby z którymi mogę porozmawiać i które mnie nie oceniają). Poszłam na terapię dla DDA. Na razie indywidualną. Cały czas na nią chodzę. Muszę Ci powiedzieć, że oprócz tego, że jestem niesamowicie zmotywowana, żeby zrobić coś ze sobą (nie do końca chodzi tu o rzeczy zewnętrzne, choć jak się okazało, terapia ma wpływ też na nie w sensie jak najbardziej pozytywnym), to jeszcze miałam to szczęście, że trafiłam na wspaniałego terapeutę, któremu uwierzyłam, że chce mi pomóc. „Zrobić coś ze sobą” znaczy dla mnie tyle, co czuć się lepiej ze sobą wewnętrznie i odnaleźć harmonię lub chaos, zależy kto czego szuka. W każdym razie poznać siebie lepiej i się rozwijać duchowo.
    Wracając więc do terapii… czasami czuję się jak najgorsze ścierwo, a czasami jak złoty, błyszczący dzbanek. Nie jest łatwo, ale nikt nie powiedział, że tak będzie. I wiem, że czeka mnie jeszcze długa droga zanim osiągnę umiarkowane samozadowolenie i wyzwolę się z pajęczyny współuzależnienia, ale chcę to robić, bo wiem i czuję, że jest to dla mnie dobre mimo wszystko. Szczególnie, że widzę i inni widzą, że się zmieniam na lepsze, przede wszystkim w relacjach międzyludzkich.

    Pozdrowienia

  13. angela

    jestem w terapiach juz ponad 10 lat i nie widze ich duzego efektu, czy sa tu osoby ktore przeszly w pelni terapie dda,wspoluzqaleznieniowa, czy inna, i czy czuja iz sie wyleczyly?czuja sie szczesliwe i spelnione?bo ma wrazenie iz terapie te to krecenie sie wkolko,ludzie po przerwie wracja na nie tylko w innych osrodkach.

    • Joanna

      U części dorosłych dzieci alkoholików problemy psychiczne są głębsze niż syndrom DDA. W takich sytuacjach diagnoza obciążenie rodzinne spowodowane nadużywaniem alkoholu jest niewystarczająca i typowa terapia DDA tez jest niewystarczająca. Należy wówczas korzystać z innego typu psychoterapii.
      Trochę więcej napisałam o tym w postach Trauma trauma nierówna oraz Grupa DDA nie jest jednorodna.

  14. ja

    mama ma zespół korsakowa ja jestem dda i co dalej?

  15. M.M.

    Mam 22 lata, właśnie zastanawiam się nad terapią.. Wstydzę się tego wszystkiego, jednocześnie boję, ale i czuję, że nia daję już rady z tym wszystkim, więc muszę „coś” zrobić… Naprawdę nie mogę sobie inaczej pomóc??

    • MK

      Nie masz się czego wstydzić i proponuję poddać się terapii jak najszybciej. Jesteś młoda/y i jeszcze sporo możesz w życiu zawalczyć! Ja jestem dopiero na początku tej „drogi” i jak się okazuje sporo lat już zmarnowałam. Im bardziej będziesz liczyć na „samopomoc” w tej sprawie to gwarantuję Ci, że prędzej pogrążysz się bardziej niż pomożesz sobie we własnym zakresie.
      W moim przypadku teraz dopiero dokładnie widzę jak wielki mam problem. Ludzie w moim wieku mają pozakładane rodziny lub funkcjonują w normalnych związkach. Ja mimo, że mam za sobą małżeństwo (4 lata po rozwodzie) nie potrafię związać się z żadnym facetem. Czasem mam wrażenie, że oni na odległość wyczuwają moje problemy, zupełnie jakbym na czole miała wielką reklamę, że jestem DDA!!! Mój terapeuta twierdzi, że zmiany w swoim życiu powinnam zacząć od wyprowadzenia się z domu. Z jednej strony zgadzam się z nim ale z drugiej boję się! ….boję się chyba całej tej odpowiedzialności za siebie samą i za własne decyzje. Teraz dopiero uświadamiam sobie, że całe życie to inni podejmowali decyzje za mnie. Każde moje przeciwstawienie się woli rodziców odbierane było jako nieposłuszeństwo nierozerwalnie połączone z krytyką z ich strony. Nigdy nie potrafiłam się im przeciwstawić bo byłam już tak zastraszona przez nich, że odpuszczałam i dla świętego spokoju przyznawałam im rację.
      Jak wiele rzeczy w życiu straciłam wiem tylko ja. Kiedy moi rówieśnicy chodzili na imprezy, ja siedziałam w domu, kiedy wyjeżdżali na wakacje ze znajomymi, ja siedziałam w domu. Takich przykładów można mnożyć… Sęk w tym jak się z tego wyrwać, jak zacząć pozytywnie myśleć? Ostatnio terapeuta zaproponował mi leczenie farmakologiczne a ja się rozpłakałam bo przecież nie jestem wariatką! Nie chcę brać prochów!

  16. D.

    M.M. spróbować nie zaszkodzi ;) pamiętaj – w każdym momencie możesz zrezygnować z terapii, wrócić na nią, czy znów z niej zrezygnować. To zależy od Ciebie, Twój wybór i Twoja terapia. A inaczej też można sobie próbować pomóc. Najważniejsze, że po Twoim wpisie wnioskuję, że A. jesteś zmotywowana, żeby zmienić swój obecny stan, B. że chcesz się poczuć lepiej i chcesz dać sobie radę, C. że mimo swojego strachu i wstydu szukasz pomocy, choćby poprzez zostawienie tutaj swojego komentarza.
    Jeśli chodzi o mnie, to ja polecam terapię DDA. Mi pomogła, ja sobie pomogłam i pomagam dalej, ale terapia była dla mnie krokiem milowym i prawdopodobnie bez niej nie ruszyłabym aż tak z kopyta do przodu:-) Pozdrowienia.

  17. sylwia

    witam jestem dda niestety mój maż też jest dda ale lubi alkohol i wydaje mi się ze popada w alkoholizm.nie wiem co mam robić już mam dość tego wszystkiego

    • HONORKA

      Witaj Sylwia :)
      myślę, że jest rzeczą nie możliwą samemu poradzić sobie. Ponieważ Dobry psychoterapeuta czy psycholog potrafi wnikliwiej dotrzeć do naszego wnętrza.
      Sama, kiedyś byłam zdania iż inni potrzebują takiej terapii, ale nie ja sama. Najtrudniej było mi stwierdzić, że ja sama potrzebuję takiej pomocy. W moim przypadku zaczęło się od tego iż w mojej grupie szkolnej – bo postanowiłam się dokształcić zawodowo- jeden z kolegów popełnił samobójstwo, potem na przełomie miesiąca zmarł mój wójek- na którego podświadomie przeniosłam uczucia, które w normalnych sytuacjach są dla ojca. A zarazem przez całę moje życie tą część życia w której były zdażenia, które mnie bolały miałam gdzie tam głęboko zablokowane. Wszystko, co bolało zaczeło wracać a ja nie potrafiłam zaakceptować pewnych wydażeń. Pomimo, że przyjaciółka mówiła że powinnam iść na terapię to kazałam jej samej na nią iść. Bo w tamtym czasie uważałam, że nie potrzebuje terapii. Przez okres 1 roku trwały chuśtawki nastrojów i pomimo częstych kontaktów z jednym wykładowcą – który również jest zawodowo czynnym psychologiem -. Myślałam, że wszystko mam już za sobą, ale w pewnym momencie powróciły wspomnienia z dnia pogrzebu mojego wujka. Wspomnienia te zaczęły boleć tak bardzo, że nie wiedziałam co się dzieje i wtedy pisząc do wykładowcy uzyskałam we wiadomości zwrotnej – tak jak na samym początku – że są sprawy wymagające odpowiedniej terapii. Niestety nadal nie rozumiałam dlaczego moje wspomnienia aż tak bolą, przecież nie był moim ojcem. Po dwuch dniach intuicyjnie napisałam meila do Centrum Interwencji Kryzysowej i tak się zaczęla moja kuracja. Na początku przez połowę każdorazowej wizyty, za pomocą ruchów głowy odpowiadałam a zwłaszcza kiedy usłyszałam pytania zwiąane z przeszłością i tym co czuję. Przy tym myśli moje były takie iż on jest głupi, co może wiedzieć .
      Niby długo nie uczęszczałąm na nią, ale właśnie przy pomocy tego psychologa i pewnej książki zrozumiałam , że rozwiązując problemy ze swojej przeszłości rozwiąże problemy obecne. Niestety wszystko było razem połączone i innego wyjścia nie było. Nie mówię , że nie bolało bo bardzo bolało i nawet nie przypuszczałam że aż tak bardzo wspomnienia mogą boleć. Jakby nie było dzięki jego podejściu do mnie zrozumiałam, że wpierwszej kolejności muszę zrozumieć to co działo się w mojej przeszłości.
      Tak, dopiero pod koniec terapii zrozumiałam iż już dawno powinnam była zdecydować się na to aby pujść do psychologa i próbować pozbyć się demonów przeszłości.
      Obecnie nie muszę już chodzić na terapię, bo jakoś sobie radzę. Tak , jak narazie jestem na etapie uczenia się jak normalnie żyć. Oczywiście nie zawsze jest idealnie, bo nie kiedy zdażają się sytuacje z którymi mam małe problemy i w penych momentach nachodzą nie wątpliwości. Ale i tak jestem zdania , że dobrze zrobiłam decydując się na rozmowę z psychologiem, bo przy jego pomocy zrozumiałam bardzo dużo i nauczyłam się , że nie kiedy lepiej jest szukać pomocy u specjalisty. Poprostu nie zawsze jest dobrym wyjściem bycie jak tzw. ZOCHA SAMOCHA.

      Jedno Wam wszystkim, co czytają to, powiem NASZA PRZESZŁOŚĆ NIGDY NIE ZGINIE , ALE PRZY POMOCY DOBREGO PSYCHOLOGA UCZYMY SIĘ ,RADZIĆ Z NASZYMI PROBLEMAMI I NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ.
      Ważne jest to aby chcieć samemu iść porozmawiać z psychologiem i mieć zaufanie do niego ( lub psychoterapeutą ). Bo inaczej to nie ma sensu.

      Jak widzisz Sylwia, ja sama musiałam dojrzeć do decyzji , oraz chcieć zmienić moje życie na lepsze.
      NAPRAWDE OPŁACAŁO SIĘ, BO TERAZ MOGĘ LEPIEJ FUNKCJONOWAĆ.
      Sylwia widzę , że zależy Tobie na mężu, więc próbuj terapię u dobrego pschoterapeuty czy psychologa. Warto walczyć o lepsze jutro, choć nie jeden raz będzie ciężko. ALe i tak warto zdecydować się na ten krok. Życzę wam powodzenia.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s